Akcja informacyjna

Wywiad z ekspertem


Specjalnie dla Akcji informacyjnej z dr med. Iwoną Paradowską – Stankiewicz, konsultantem krajowym w dziedzinie epidemiologii, pracownikiem Zakładu Epidemiologii Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego – PZH rozmawiamy na temat wpływu ruchów antyszczepionkowych na stan zaszczepienia populacji.
Pani Doktor, szczepienia ochronne, jak pokazuje historia, są najskuteczniejszą interwencją zdrowia publicznego na przestarzeni wieków. Jednak historia szczepień jest burzliwa i kontrowersyjna, co zresztą skwapliwie wykorzystują ruchy antyszczepionkowe. Czy mogłaby Pani przybliżyć nam w kilku słowach najważniejsze wydarzenia z tej historii?
To niełatwe zadanie, aby w „kilku słowach” zawrzeć ponad 200 lat historii wakcynologii, ale spróbuję. Na przestrzeni wieków epidemie siały prawdziwy postrach zbierając śmiertelne żniwo. Wystarczy wymienić epidemie dżumy, cholery czy ospy, które dziesiątkowały ludność Europy od starożytności po średniowiecze. Wiek XIX upłynął pod znakiem epidemii cholery, która pochłonęła 40 mln ofiar. Podczas epidemii grypy w 1919 r. szacuje się, że życie straciło 20 - 25 mln ludzi. Historia szczepień, to historia ponad 200 lat, naukowych poszukiwań najskuteczniejszych i najbardziej bezpiecznych metod zapobiegania chorobom zakaźnym. Wszystko zaczęło się od obserwacji, że osoby, które przechorowały niektóre choroby, już na te choroby nie chorowały w następnych epidemiach. Podwaliny wakcynologii położył Edward Jenner (1749-1823), który propagował szczepienia przeciw ospie prawdziwej za pomocą materiału pobranego z pęcherzyków występujących u krów chorych na tzw. krowiankę. W swojej książce „Varilae Vaccine”, wydanej w 1798 r. opisał dokładnie metodę szczepienia i jego pierwsze efekty. Szczepionka Jennera przeciw ospie prawdziwej opiera się na zjawisku odporności krzyżowej. Między wirusami wywołującymi dwie różne choroby zachodzi podobieństwo antygenowe w zakresie wystarczającym, aby zakażenie jednym z tych wirusów uodporniało przeciw zakażeniom drugim wirusem. Wirusy te mimo pokrewieństwa antygenowego bardzo różnią się zjadliwością, ryzyko zachorowania po szczepieniu jest wielokrotnie niższe niż ryzyko zachorowania w przypadku narażenia osoby nieuodpornionej na ospę prawdziwą. Szczepionka miała wysoką skuteczność, ale zdarzały się po niej ciężkie powikłania i poważne odczyny poszczepienne. W początkowym okresie budziła też poważne zastrzeżenia natury religijnej, ale również płynące ze środowiska lekarskiego. Stopniowo jednak lęk przed ospą prawdziwą sprawił, że szczepienia przeciwko tej chorobie stały się powszechne, a w pewnych okresach były nawet przymusowe. Co więcej, specjalna akcja koordynowana przez WHO (Światową Organizację Zdrowia) doprowadziła do tego, że ostatni przypadek ospy prawdziwej wystąpił w 1978 r., a deklaracja WHO o całkowitej eradykacji (wykorzenieniu) tej choroby zaostała wydana w 1980 roku. Na przestrzeni lat wakcynologia poczyniła niezwykłe postępy. Trudne początki, gdy zasadniczym sposobem uodpornienia była variolacja, czyli umyślne zakażanie tym samym drobnoustrojem, który wywoływał chorobę, poprzez prace Pasteura nad atenuacją drobnoustrojów (1879 r.), dalej pierwsze szczepionki inaktywowane (1886 r.), zaowocowały w czasach nam współczesnych - szczepionkami acelularnymi, toksoidami, szczepionkami skoniugowanymi, rekombinowanymi i wreszcie szczepionkami DNA, które będą stanowiły prawdopodobnie naszą przyszłość. Jak widać, wakcynologia to niezwykle dynamiczna dziedzina medycyny.
Ruchy antyszczepionkowe zaznaczyły swoją działalność szczególnie w końcu lat 90-tych XX. wieku i czasach obecnych. Czy w początkach historii szczepień, gdy bezpieczeństwo szczepień nie było na tak wysokim poziomie, ruchy te wykazywały również swoją aktywności?
W tym miejscu wypada mi zacytować słowa zasłużonego propagatora profilaktyki przeciw ospie prawdziwej doktora Tymoteusza Stępniewskiego, który w Kronikach Lekarskich (1931 r.) powiedział: „W żadnym z działów medycyny krytyka nie wykazała tyle wpływu na postęp ich oraz doskonalenie, jak w dziale ospy”. Ruchy antyszczepionkowe stale towarzyszyły rozwojowi wakcynologii, a lęk przed szczepieniami i nieracjonalne uprzedzenia wobec szczepień towarzyszyły im od samego początku. Jednak, jak pokazuje historia, niechęć niektórych grup nie zatrzymała postępu nauki. Dodam jednak, że w przypadkach dotyczących decyzji jednostkowych o wykonaniu bądź zaniechaniu szczepienia, grupy te mają pewnie na „swoim sumieniu” niejeden ludzki dramat. Odnosząc się do kwestii bezpieczeństwa szczepień, muszę przyznać, że pierwsze szczepionki były wprowadzane bez odpowiednich badań, a ich produkcja nie zapewniała sterylności preparatów. Do czasów nim nastąpił rozwój immunologii pozwalający na wyjaśnienie mechanizmów działania, szczepienia były stosowane czysto empirycznie. Jednak dobrodziejstwa szczepień w sytuacji wysokiej zapadalności na ciężkie choroby zakaźne przeważały nad niebezpieczeństwem związanym z przyjmowaniem szczepionek. Nowoczesne szczepionki są bezpieczne i chronią przed poważnymi chorobami zakaźnymi i ich pozytywne efekty znacznie przewyższają szkody wynikające z ewentualnych niepożądanych odczynów poszczepiennych.
Jak wczesniej wspomniałam, w latach 90-tych nastąpiło nasilenie aktywności grup ruchów antyszczepionkowych. Czy może nam Pani je scharakteryzować?
Ruchy antyszczepionkowe stanowią swoistą koalicję różnych grup, w tym są to zwolennicy tak zwanej medycyny alternatywnej, osób czerpiących zyski z procesów o odszkodowania z powodu niepożądanych odczynów poszczepiennych, producentów leków i specyfików konkurencyjnych wobec szczepionek, rodziców dzieci dotkniętych chorobą rzekomo związaną ze szczepieniem, osób przekonanych o spisku firm farmaceutycznych dążących do zysku bez liczenia się z kosztami zdrowotnymi szczepień oraz przeciwników szczepień ze względów religijnych.
Mogę powiedzieć, że jedno co łączy wszystkie grupy, to nieznajomość metod epidemiologicznych i wnioskowań przyczynowych w epidemiologii.
Jednak od 2010 roku liczba osób uchylających się od szczepień w niewielkim procencie ale systematycznie wzrasta. Jakie są zatem podstawowe argumenty przeciwników szczepień?
Przeciwnicy szczepień najczęściej wskazują, że spadek zachorowań na choroby zakaźne pojawił się przed wprowadzeniem szczepień i był od nich niezależny, a zatem wnioskują, iż szczepienia nie są niezbędne do walki z chorobami zakaźnymi. Ponadto wskazują, że niepożądane odczyny poszczepienne stanowią zagrożenie, które nie jest równoważone z korzyściami uzyskiwanymi ze szczepień. Przedstawione argumenty można jednak dość łatwo zdementować.
Czy może nam Pani przybliżyć argumenty nauki w tych kwestiach?
Wprowadzając szczepionkę do programu szczepień ważymy ciężkość i rozpowszechnienie choroby oraz jej skutki ekonomiczne przeciw możliwym odczynom poszczepiennym i kosztom programu. Tak to już jest, że w miarę zmniejszania się liczby zachorowań pod wpływem szczepień, odbiór społeczny zagrożenia chorobą może ulegać zmianie i może spadać poparcie społeczne dla programów szczepień. Zapominając o przykrych konsekwencjach choroby, nie doceniamy narzędzia, którym się posłużyliśmy w walce z nią, mam tu na myśli oczywiście szczepienie. Jednak liczne przypadki zaniechania szczepień pod wpływem propagandy antyszczepionkowej wskazują na groźbę nawrotów podwyższonej zapadalności. Przeciwnicy szczepień wskazują na związek ze szczepieniami niektórych schorzeń, np. wpływ szczepień MMR na wystąpienie autyzmu, czy też wpływ używania materiałów zwierzęcych, w tym krwi, surowicy, żelatyny, białek i enzymów do produkcji szczepionek, na pojawienie się takich chorób jak BSE (ang. Bovine Spongiform Encephalopathy - gąbczasta encefalopatia bydła) i vCJD (ang. Creutzfeldt-Jakob disease). Jednak w odniesieniu do wpływu szczepionki przeciw odrze, śwince i różyczce (MMR) na ryzyko pojawienia się autyzmu u dzieci, badania Wakefielda okazały się wysoce niemiarodajne. Jego pseudonaukowe wnioskowanie oparte na obserwacji 12 przypadków, których dane pochodziły z opowiadań rodziców nie wytrzymały oczywiście próby wobec rzetelnych prac naukowych o wysokich walorach epidemiologicznych. Na podstawie metaanalizy 16 z nich wykazano, że szczepienie MMR nie jest czynnikiem ryzyka autyzmu. W odniesieniu do wspomnianego wpływu szczepionek na pojawienia się BSE i vCJD badania naukowe, w tym analiza 52 przypadków vCJD wyeliminowała związek ze szczepionkami. Tym niemniej producenci szczepionek wprowadzili zmiany technologiczne (np. zmiana żelatyny bydlęcej na wieprzową), aby w pełni wyeliminować tego rodzaju wątpliwości.
Pani Doktor kończąc rozmowę, chciałabym poprosić o krótkie podsumowanie. Czy, a jeśli tak to jaki jest wpływ ruchów antyszczepionkowych na stan zaszczepienia w naszym kraju?
Jak wspomniałam ruchy antyszczepionkowe nasiliły swoją działalność pod koniec lat 90-tych XX.wieku. Liczba osób uchylających się od szczepień w naszym kraju waha się w granicach od 3000 do 5000 tysięcy rocznie. „Najsłabsze” dla ruchów były lata 2006 do 2009, kiedy notowaliśmy najmniej osób uchylających się od szczepień. Rok 2011 przyniósł wyraźne pogorszenie, wówczas liczba osób uchylających się od szczepień wzrosła do ponad 4500 przypadków. Oczywiście w skali globalnej, to niewielki odsetek, ale musimy pamiętać, że każde zaniechane szczepienie, to niepowetowana strata dla zdrowia danej osoby, najczęściej niestety dziecka.
Na zakończenie pozwolę sobie powtórzyć jeszcze raz - szczepionki chronią przed niebezpiecznymi dla zdrowia i życia chorobami i ich pozytywne efekty znacznie przewyższają szkody wynikające z ewentualnych niepożądanych odczynów poszczepiennych (NOP). Wśród NOP zdarzają się bardzo rzadko poważne i ciężkie odczyny, które mogą mieć trwałe skutki dla zdrowia. Propaganda ruchów antyszczepionkowych przesadnie podkreśla występowanie i ciężkość NOP, a ponadto przypisuje szczepieniom wiele niekorzystnych reakcji, co do których brak jest podstaw dla powiązań przyczynowych ze szczepieniami. Jest to działanie wysoce szkodliwe dla zdrowia publicznego i należy się mu zdecydowanie przeciwstawić.
Dziękuję za rozmowę.
Więcej informacji na temat NOP na stronie Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego – PZH